piątek, 3 lutego 2012

Philip K. Dick - Przez Ciemne Zwierciadło

Agent Kalifornijskiej policji Fred, ma na zadanie wgłębienie się w świat narkomanów i ich inwigilację w celu odkrycia pochodzenia narkotyku Substancji A. W tym celu przyjmuje osobowość Boba Arctora i powoli zaczyna uzależniać się od narkotyku w środowisku ćpunów. W trakcie składania raportów, Fred poddany zostaje serii testów psychologicznych z których wynika, że coś dzieje się nie tak z mózgiem agenta.

Philip K. Dick praktycznie w każdej swej powieści pisze coś o substancjach psychoaktywnych. Niekiedy  nie odgrywają większej roli a niekiedy są ich głównym tematem. W przypadku "Przez Ciemne Zwierciadło" narkotyki są centralną częścią powieści. Jest to dosyć mocno autobiograficzna książka Dicka, dedykowana jego uzależnionym przyjaciołom, którzy w rezultacie postradali zmysły albo popełnili samobójstwo. Kiedy Substancja A. doprowadza do rozczepienia mózgu Freda na dwie odrębne osobowości, Dick zaczyna wchodzić do często ukazywanego w jego książkach świata paranoi. Jednak w tym przypadku, mamy do czynienia z odgórnie sterowaną anihilacją bohatera przez jego zwierzchników. Tragedia książki, kiedy ukazuje się nam w rozmowie Donny z Mikem Westawayem, przedstawia bezwzględny determinizm w konflikcie między policją a narkomanami. Kiedy policja poświęca swoich agentów w celu dotarcia do producentów narkotyków, narkomani poświęcają swe zdrowie dla zabawy i narkotycznych doznań. Trzeba też zrozumieć stan psychiczny Kalifornii czasów Dicka aby zrozumieć jego książki. Bardzo pomoże w tym lektura "Przez Ciemne Zwierciadło".

Jest to jedna z najlepszych książek Dicka, ale i też jedna z najsmutniejszych. W 2006 roku nakręcono film na podstawie powieści z Keanu Reevesem w głównej roli.

wtorek, 24 stycznia 2012

George Orwell: ROK 1984

Klasyka antyutopijnej literatury, napisana przez angielskiego pisarza Georga Orwella w roku 1948 po zdarzeniach podczas wojny domowej w Hiszpanii w 1936. Powieść traktuje o życiu w totalitarnym systemie na wzór komunizmu i faszyzmu.
Bohaterem głównym powieści jest Winston Smith, który pracuje dla rządzącej partii, gdzie przerabia dane na temat osób i zdarzeń które są cenzurowane przez partię. Smith pod napływem myśli zaczyna dostrzegać coś złego w systemie, który „opiekuje się” obywatelami. System opiera się na piramidzie społecznej, w której 2% populacji stanowi partia wewnętrzna (funkcjonariusze); 13% partia zewnętrzna (urzędnicy); 85% proletariat. Urzędników państwowych wśród których jest również Smith, kontrolują wszechobecne teleekrany i mikrofony podsłuchujące. Proletariat wyjęty jest z systemu i utrzymuje się go w głupocie. Świat podzielony jest na trzy koalicje, które toczą ze sobą nieustanne wojny. Odpowiednie ministerstwa odpowiedzialne są za kontrolę, sabotaż, manipulację i propagandę, choć ich nazwy skazują na coś innego (jak np.: Ministerstwo Miłości które szerzy nienawiść). Smith, który w końcu czyni zbrodnię, zostaje poddany praniu mózgu i torturom przez jednego z funkcjonariuszy partyjnych O`Briena. Nad całym systemem czuwa Wielki Brat, który jest liderem Orwellowskiego świata.
Jest to jedna z najważniejszych powieści XX wieku. Szaro i brutalnie, lecz zgrabnie napisana powoduje, że nie można się od niej oderwać. Całość owiewa wielki smutek i bezradność, co czyni ją sentymentalną, tym samym dla wymagającego odbiorcy. W 1984 powstał film na bazie powieści z Richardem Burtonem jako O`Brien.

Fritz Leiber "Ciemności, przybywaj" (Gather, Darkness!, 1943)

Powieść klasyka literatury fantazy, amerykańskiego pisarza Fritza Leibera, traktująca o wiecznej walce dwóch stron. W tym wypadku chodzi o władców świata z Hierarchii Wielkiego Boga kontra Czarnoksięstwo wyznawców Satanasa które chce wznieść nowy ład. Dużo w tym wszystkim kwestii które wystąpiły potem w "1984" Orwella i "Nowym Wspaniałym Świecie" Huxleya. Głownie nasuwa się tu piramida klas społecznych od plebsu na dole do Najwyższej Rady na samej górze. Jest jeszcze manipulacja z strony władz oraz utrzymywanie ludzkości w głupocie z pomocą technologii przejętej z poprzedniej ery. Akcja dzieje się w stolicy imperium Megateopolis, gdzie zbuntowany brat Armon Jarles wygłasza mowe w której ujawnia prawdę o Hierarchii. Całe zamieszanie wykorzystuje Czarnoksięstwo pod wodzą Asmodeusza do wzniecenia rewolucji. W obronie Hierarchii w jej wnętrzu dochodzi do rotacji w której to wyniku dyktatorską władze przejmuje Arcykapłan Goniface. Za pomocą sztuczek i technologii, wojna wchodzi w decydującą fazę z której zwycięsko wyjdą sprytniejsi.
Ciekawa i zgrabnie napisana to powieść, w której historia i dziś mimo swej fantystycznej treści jest wciąż rażąco realnie aktualna.

"Cywilizacje" - Felipe Fernandez-Armesto

Skromna jak na swój temat książka (400 stron) lecz wybitnie miękko i ciekawie napisana co nie czyni z niej akademickiego kilku tomowego nudziarza. Co prawda na początku autor trochę ciężko przedstawia historię i teorię tematu cywilizacji, wypisując różnorakich autorów, którzy zajmowali się definiowaniem jak i opisywaniem cywilizacji, tym samym przedstawione zostały różne wcześniejsze próby definicji takowej, jednak sam autor starał się przekazać bardziej własną opinię i opis cywilizacji, bardzo zwięźle opisując poszczególne z nich.

Autor wypisał cywilizacje w oparciu o przyrodę i występowanie człowieka na danych terenach i miejscach geograficznych. Tym samym kolejne rozdziały to opisy cywilizacji ulokowanych w miejscach jak pustynie, tundry, lód, nieuprawne stepy, lasy tropikalne i polodowcowe, bagniska, doliny wielkich rzek, góry, oceany i morza. Tak więc poznajemy znane nam nazwy jak chociażby Inkowie, Majowie, Chiny czy Egipt, ale również też te mniej znane jak Aleutowie czy Battamalibowie. Poznamy dzieje cywilizacji europejskich ale również polinezyjskich, azjatyckich jak i afrykańskich. Krwawe cywilizacje jak Aztekowie czy Wikingowie skontrastujemy z przyjaźnie nastawionymi ludami dalekiej północy jak ludy samodyjskie. Poznamy osiągi techniczne Chin, filozoficzne i naukowe Aten, inżynieryjne Egiptu, oraz wojenne Rzymu. Zwiedzimy świat starożytnych cudownych budowli jak latarnia Aleksandryjska, świątynia Artemidy czy kolos z Rodos. Dotrzemy do smutnych kresów i upadków cywilizacji których przyczyn niekiedy nie znamy, lecz poznamy również próby wyjaśnień pewnych tajemnic jak cywilizacja Wyspy Wielkanocnej. Spojrzymy w wysokie góry by poznać dzieje Tybetu ale i zejdziemy w depresje aby podziwiać Niderlandy. Podbijemy morza i oceany z Fenicjanami, Chińczykami, Arabami a wreszcie z Vasco da Gamą i Krzysztofem Kolumbem. Na koniec sucho i krytycznie podsumujemy naszą Zachodnią trans-atlantycką cywilizację zdominowaną przez Amerykę.

Polecam książkę wszystkich tym którzy chcą poznać trochę historii, kultury i dziejów człowieka z perspektywy cywilizacji które stworzył, a których większość znamy już tylko z ruin bądź nielicznych zachowanych przekazów tekstowych czy obrazków. Książkę czyta się lekko i przyjemnie co jest bardzo ważne jak nie najważniejsze.

Philip K. Dick - Klany Księżyca Alfy

Doktor Mary Rittersdorf, doradca do spraw małżeńskich, postanawia zgłosić się na ochotnika na wyprawę badawczą do jednego z księżyców Alfy. Księżyc ten, był niegdyś wielkim szpitalem psychiatrycznym dla ziemian. Po wojnie Terry z Alfą na księżycu tym powstały dziwne klany, każdy charakteryzujący się pewnym schorzeniem. Doktor Rittersdorf aby wybrać się w tą charytatywną misje potrzebuje środków. W tym celu rozwodzi się i pozywa swojego męża Chucka Ritterdorfa do sądu o alimenty i komplikuje mu życie. Chuck Ritterdorf - programista androidów pracuje dla CIA. Za pomocą komika telewizyjnego postanawia śledzić swoją żonę przy użyciu jednego z androidów i zabić ją na odległym księżycu.

Ta książka Dicka to kolejna z jego pozycji godna uwagi. Początkowo zagmatwane kwestie sporne z czasem są coraz przejrzyste. W walce spornych interesów uczestniczą inteligentne roboty, grupy wywiadowcze, obdarowane różnymi zdolnościami PSI ludzie i istoty z innych planet. Jest też często występująca u Dicka gwiazda TV w postaci Bunny`ego Hentmana. Dick świetnie również stworzył świat księżyca Alfy z jego mieszkańcami żyjącymi w ciekawie nazwanych miastach (Adolfville, Gandhitown, Da Vinci Heights, Hamlet-Hamlet). Ogólnie książka traktuje o naturze psychiki człowieka i o cienkiej granicy terminu "normalność".

Philip K. Dick / Roger Zelazny - Deus Irae

Po wojnie atomowej w garstce ocalałej ludzkości, dominuje nowa wiara w Boga Gniewu - Deus Irae. Ojciec Handy z Kościoła Sług Gniewu, zamawia namalowanie fresku u znanego, pozbawionego kończyn artysty Tibora McMastersa ulokowanego w specjalnym wózku . Artyście do namalowania fresku, potrzebna jest ludzka postać Deus Irae. Według religii jest nim Carleton Lufteufel, człowiek który rozpętał atomową wojnę. Aby go odnaleźć, Tibor wyrusza w pielgrzymkę aby zrobić zdjęcie twarzy Lufteufelowi. W ślad za nim wyrusza eksperymentujący z środkami psychoaktywnymi Pete Sands - wyznawca starej wiary w dobrego Boga chrześcijan. Na swojej drodze w tym post-apokaliptycznym świecie, bohaterowie natchną się na różne mutacje (mówiące jaszczury, robaki) czy dziwne maszyny jak zjadający ludzi komputer czy szalona maszyna naprawiająca. Cel każdego z bohaterów będzie inny tej wyprawy, aczkolwiek złączy ich instynkt samo ocalenia w zniszczonym świecie.

Jest to powieść z tematyką teologiczną jako główny człon powieści. Momentami zabawna jak chociażby krowa ciągnąca wózek Tibora, czy mówiące stwory robiące użytek z krowich placków. Te fakty plus dobra akcja i świetny fantastyczny świat czyni książkę ciekawą. Polecam!

Philip K. Dick - "Głosy z Ulicy"

Stuart Hadley jest sprzedawcą w sklepie radiowo-telewizyjnym. Ma mieszkanie i kochającą go żonę która urodziła mu synka. Niedługo czeka go również awans na kierownika. Jednak mimo dobrze wyglądającej sytuacji życiowej, w wnętrzu tego dwudziestosiedmioletniego przystojnego blondyna się gotuje. Szef przezywa go "niezgrabiasz" i ma go za dziwka a szwagier za nieudacznika. Hadley uważający się za intelektualistę, myśliciela i marzyciela, wewnętrznie jest kompletnie skłócony ze sobą. Próbując odnaleźć sens swojej egzystencji, wstępuje na spotkanie apokaliptycznej grupy religijnej gdzie poznaje guru Theodor`a Beckheima. Spotyka również wydawczynię neofaszystowskiej gazety Marshe Frazier z którą pogna w romans. Do całości nasz bohater doda duże ilości alkoholu i wybuch będzie gwarantowany.

Ta wydana dopiero w 2007 roku książka Dicka zaciekawiła mnie już samym faktem tego, iż jest to powieść realistyczna a nie fantastyczno naukowa z czego słynie autor. Dzieło to jest pisane w znanym stylu Philipa K. Dicka z wojną (koreańską) w tle i apokaliptycznym atomowym apostołem w postaci Beckheima. Jednak miast wątków fantastycznych mamy w powieści dużo wątków przyziemnej filozofii (ideologie, religia, konsumpcja, materializm). Bohater powieści, im dalej w książkę, tym bardziej się degeneruje i popada w szaleństwo. Jest to jakby studium o załamaniu nerwowym człowieka, wrzuconego w kapitalistyczny świat nastraszany bombą atomową i komunizmem z sekciarstwem religijnym w tle. Każda postać w powieści wydaje się być reprezentantem pewnych idei i wartości jak szef Hadleya Fergesson (karieria w pracy), Marsha (ideologia polityczna), Beckheim (religia) czy siostra Hadleya Sally (rodzina). Właśnie z takim rządzącym się swoimi prawami światem, zawalczy bohater powieści aby odnaleźć sens swojego jestestwa.

Nie jest to najwybitniejsze dzieło Dicka, lecz na pewno warto po nie sięgnąć z faktu na samą treść. Warto też przeczytać książkę, aby można było zobaczyć jak wyszło temu wybitnemu autorowi fantastyki w kreśleniu świata realistycznego.

Leonid Grossman - "Dostojewski"

Leonid Grossman - "Dostojewski"

W trakcie czytania książek Fiodora Dostojewskiego (ur. 1821 - zm. 1881), dowiadywałem się trochę o tym wybitnym pisarzy z przypisów. Po przeczytaniu jednak kilku pozycji autora "Idioty", postanowiłem odszukać jakąś książkę o samym pisarzu. W moje ręce wpadła 500 stronicowa książka autorstwa Leonida Grossmana. Autor napisał biografie Dostojewskiego na bazie listów, brulionów, notatek i pism samego Dostojewskiego. Wiele informacji uzyskał dzięki rozmową z Anną Snitkin - drugą żoną pisarza. Z lektury dowiadujemy się właściwie tego czego powinniśmy dowiedzieć się z biografii: Dzieciństwo i młodość autora "Zbrodni i Kary" pod znakiem wymagającego i ciężkiego ojca oraz kochającej matki. Przebycie szkoły wojskowej (uzyskanie stopnia inżyniera) i odkrycie w sobie pasji do pisania. Pierwsze dzieła i uczestnictwo na spotkaniach w kole Pietraszewskiego. Koło te zostaje zlikwidowane przez cara Mikołaja I a Dostojewski zostaje uznany za rewolucjonistę, skazany na śmierć, ostatecznie po ułaskawieniu przed plutonem egzekucyjnym ląduje na katordze w dalekiej Syberii. Po odbyciu katorgi wciąż na syberyjskim zesłaniu Dostojewski poznaje swoją pierwszą żonę i pracuje nad swymi dziełami (w tym nad "Wspomnienia z domu umarłych" - opis katorgi). Po powrocie na zachód autor "Biesów" próbuje swych sił w redagowaniu gazet. Namiętnie czyta i śledzi życie obywateli. Wyjeżdża do Europy gdzie uderza go ciemna postać kapitalizmu w największych miastach Europy. Na zachodzie również namiętnie przegrywa pieniądze w domach gier (swoje doświadczenia kasynowe umieści potem w powieści "Gracz"). Po powrocie do Rosji umiera jego brat Michał, żona Maria oraz przyjaciel pisarza Apołłon Grigoriew. Pismo Dostojewskiego plajtuje a sam pisarz zaczyna popadać w długi które spłacone zostaną dopiero na rok przed jego śmiercią. Mimo życiowej udręki Dostojewski wypuszcza na świat swoją powieść "Zbrodnia i Kara" która przynosi mu wielkie uznanie. Poznaje swoją drugą żonę Annę i wyrusza z nią do Europy gdzie spotyka pisarza na wygnaniu Hercena. Podziwia obrazy galerii w Dreźnie czy zwiedza zabytki jak koloseum w Rzymie. Uczestniczy również na zjeździe Ligi Pokoju i Wolności w Genewie gdzie słucha przemówienia m.in: Bakunina, który zainspiruje go do stworzenia postaci rewolucjonisty Stawrogina w "Biesach". Przegrywa znów kolejne kwoty w kasynach. Po powrocie do Rosji Dostojewski oddaje się pisaniu kolejnych powieści, opowiadań i redaguje swe pismo oraz pisze artykuły. Dostojewski to postać popadająca w skrajności. Idealnie odnalazł sposób na opisywanie swoich bohaterów i ich psychiki. Mimo swojej choroby (padaczka) i często marnych warunków do życia (długi, hazard) zdołał stworzyć niezapomniane dzieła. Ten wielki miłośnik Puszkina i Beethovena, obserwujący życie, umieścił w swych książkach monumentalne kreacje jak Raskolnikow, książę Myszkin, Rogożyn czy Nastaja Filipowna. Jego książki traktują o naturze człowieka i jego ideach. Poglądy Dostojewskiego ewoluowały przez całe jego życie. Mimo to jednak w swoich książkach potrafił przekazać wiele różnych idei jak mesjanizm, nihilizm, rewolucje, ateizm. Mocno również autor "Notatek z podziemia" spenetrował kwestie społeczne jak prostytucja, lichwiarstwo, biurokracja, nędza i bieda. Niedługo po wydaniu swojej ostatniej powieści "Bracia Karamazow" i wygłoszeniu mowy na odsłonięciu pomnika Puszkina Fiodor Dostojewski po pożegnaniu się z żoną i dziećmi ,doznaje krwotoku, traci przytomność i godzinę potem umiera na swojej domowej kanapie. Pozostawia po sobie nieśmiertelne dzieła.

Leonid Grossman świetnie przedstawił nam historię tego wspaniałego pisarza. Dobrze ujawnił genezy postawiania i inspiracje dla motywów i bohaterów dzieł Dostojewskiego. Dokładnie przybliżył fakty z życia pisarza. Jasno ujawnił obraz geniusza nękanego przez jego demony w różnych postaciach, które nie przeszkodziły mu jednak na tworzenie wielkich dzieł.

Paweł Smoleński - "Irak. Piekłó w Raju"

Wydana w 2004 roku książka polskiego publicysty i dziennikarza Pawła Smoleńskiego, traktuje o problemach Iraku opowiedzianych słowami obywateli tego zniszczonego kraju. Na początku, bohaterowie podsumowują Irak Saddama Husajna. Opowiadają o wojnach, więzieniach, gwałtach, porwaniach, korupcjach i zbrodniach które czynił tyran. Jednak wszechobecny terror i izolacja uniemożliwiły mieszkańcom Iraku na zrywy wolnościowe. Po interwencji USA po początkowej euforii, przyszła jednak szara rzeczywistość i wielonarodowa ludność Iraku wkroczyła na ścieżkę walk plemiennych, zabójstw, fanatyzmów i terroru. "Saddam był zbrodniarzem lecz ludzie się bali. Był porządek, porządek Saddama ale był. Teraz gdy rządzą amerykanie jest chaos i ludzie zabijają się na ulicach." - tłumaczył jeden z Irakijczyków. Mimo że Irak leży na morzu ropy, brakowało benzyny i elektryczności. Zaczęły się drożyzny i bezrobocie. Irakijczycy przeszli z jednego nieszczęście w kolejne - wynika z lektury Smoleńskiego. Treść oparta jest na opowiadaniach Irakijczyków z różnorakich sfer. Są to np.: nauczyciel, adwokat, piosenkarka, tancerka, architekt czy burmistrz. Życie tych ludzi obserwujemy z toczącym się w tle Irackim życiem w postaci rytuałów religijnych, popijania herbaty w herbaciarniach czy konfliktów między sunnitami, szyitami i Kurdami. Autora książki, po Iraku oprowadza jego przewodnik i tłumacz - Dżamal Salman - dzięki któremu mógł przeniknąć w głąb tego interesującego świata.

Dżamal Salman, krótko po wyjeździe Smoleńskiego z Iraku zostaje pojmany i ścięty przez członków Ansar as-Sunna za pomoc polskim dziennikarzom.

Siba Shakib - Nad Afganistanem Bóg już tylko płacze

Oparta na faktach historia afgańskiej kobiety Shirin-Gol, która urodziwszy się na krótko przed wybuchem wojny afgańsko-rosyjskiej już jako małe dziecko doświadcza okrucieństwa wojny. Porzucona przez ojca i braci którzy wyruszyli w góry aby walczyć z Rosjanami zaczyna opiekować się swoim młodszym rodzeństwem. Pewnego dnia wychodzi w młodziutkim jeszcze wieku za mudżahedińskiego wojownika, który wygrał ją z bratem Shirin-Gol w kartach. Po wyjeździe Rosjan w Afganistanie rozpoczyna się wojna domowa która zmusza Shirin-Gol, jej męża i ich dzieci do tułaczki przez następne lata od Pakistanu do Iranu i powrotów do kraju rządzonego przez Talibów. Rodzinę stale nęka głód, strach, gwałt, bicie i szydzenie oraz opiumizm męża. Problem egzystencjalny Shirin-Gol polega na tym, że za czasów Rosjan uczyła się w szkole i nabyła zdolności wolnomyślicielskich co nie podobało się radykalnym Afgańczykom. Zmuszona do ciągłej egzystencji na krawędzi momentami załamana, znajduje jednak siły w swych dzieciach.

Prawdziwie smutna to opowieść o życiu w świecie nękanym wojnami i głodem, zadające pytanie nad sensem okrucieństwa i limitem wytrwałości ludzkiej.

Waldemar Łysiak - "Stulecie Kłamców"

Fajnie jest czasem, wpaść na książkę w której autor ma podobne przemyślenia na temat historii, choć nie wszystkie takie same. "Stulecie Kłamców" to potężne zmiażdżenie XX wieku w związku z jego rozległą terminologią cząstek. Łysiak krytykuje właściwie większość aspektów XX wieku od postępu, ewolucji, wojny, demokracji, komunizmu po kulturę i sport. Ta 300 stronicowa książka to właściwie obalenie tego co było w XX wieku uważane z słuszne czy "normę" a w rzeczywistości ukrywało się pod tym wielkie kłamstwo. Dla mnie osobiście informacje te nie były niczym nowym, ale jak pisałem wyżej fajnie jest mieć w tym naszym ciężko zakłamanym kraju osobowość pokroju Łysiaka, która umiejętnie kłamstwa zdiagnozuje. Książka podzielona jest na trzy części: Świat, Polska i aNATOmia kłamstwa. Ta ostatnia traktuje o bombardowaniu Serbii przez NATO pod koniec ubiegłego wieku.

Książkę polecam odważnym i nie bojącym się czytać prawdy.
PS.: W książce znajduje się masę świetnych ujmujących treść książki ilustracji.

Richard Dawkins - Bóg Urojony

Szczerze powiem, że to najbardziej logicznie napisana książka jaką czytałem. Dawkins gniecie po prostu religie czy religijność jako całość. Doskonale wyłapał i przedstawił monstrum absurdów i irracjonalność w wierze. Analizując Stary Testament na przykład, zauważył że Jahwe to ludobójca, samolub, dzieciobójca i tyran. Autor mocno sprzeciwił się indoktrynacji religijnej na dzieciach oraz ich molestowaniu szczególnie temu psychicznemu (chociażby straszenie piekłem). Dawkins doskonale tłumaczy dlaczego wiara jest do niczego nie potrzebna, jak powstała i ostaje się do dziś i dlaczego niesie tyle zła jak terroryzm czy nietolerancja. Myli się każdy kto myśli że książka to tylko nagonka na religię. Jest ona również ogromną masą doskonałej wiedzy tłumaczącej dlaczego żyjemy, jak powstawał wszechświat i jak działają prawa fizyczne. I naprawdę nie potrzeba do tego żadnego Boga aby mieć naprawdę prosto sformułowaną opinie na wszechświat i życie.

Jestem z Dawkinsem z jego trudami prób walki z ludźmi wierzącymi, którzy sami nie wiedzą dlaczego wierzą i w co, a narzucają wiarę innym. Wiara, że świat ma 10 tyś lat na, tle tego co ukazał Darwin mówi samo za siebie. Wysadzanie się w imię Allaha czy walki między protestantami a katolikami też. Dawkins walczy ze złem, ignorancją i głupotą jaką jest wiara ale się nie wysadza tylko używa słów. Gdyby takich jak Dawkins było więcej świat byłby lepszy. "Uwierzcie" mi, a lepiej przeczytajcie.

Philip K. Dick - Valis

Ponoć najbardziej autobiograficzna książka Dicka. Bohaterem jest sam autor jako pisarz Phil i jako Koniolub Grubas. Grubas walczy z depresją i myślami samobójczymi. Jedyną nadzieją jest dla niego odnalezienie czegoś co przyczyniło się do jego duchowej wędrówki. Uderzony światłem lasera zaczyna doznawać różnych mistycznych widzeń. Wraz z racjonalnym sceptykiem Kevinem i mocno religijnym Dawidem oraz Philem, po zobaczeniu filmu Valis wyruszają aby odnaleźć odpowiedź na swoje pytania.

Po publikacji książki niektórzy krytycy doszli do wniosku że Dick jest szaleńcem. Wynika to zapewne z braku zrozumienia intencji autora, który rozczepił swoją osobowość na Konioluba Grubasa, ale sam tłumaczył że to postać fikcyjna. Dosyć ciężka dla czytelnika jest też religijna treść książki, która odwołuje się do wielu nurtów począwszy od Zaratusztry, poprzez mitologię, chrześcijaństwo, pogaństwo, hinduizm na mistycyzmie kończąc, z czego nie wynika w sumie nic, tylko osobista egzegeza autora. Urojenia świetlne i słyszenie głosu u Konioluba Grubasa wynikają pewnie z nadużywania przez Dicka amfetaminy, czego nie ukrywał, a która przy długim dawkowaniu poprzez brak snu powoduje halucynacje słuchowe i wzrokowe. Sam doznawałem kolorowych rojeń świetlnych i słyszałem wewnętrzny głos po dłuższych spotkaniach z tym narkotykiem.

Dick pisał wiele dzieł i nie zawsze na tym samym poziomie. Valis jest jednak dziełem wybitnym. Biograf Dicka dał jej najwyższą ocenę, którą dostała tylko jego jeszcze inna książka "Trzy Stygmaty Palmera Eldritcha". Valis jest można by też powiedzieć dużą skarbnicą wiedzy o religiach. Jest to również książka egzystencjalna pytająca o sens życia i analizująca rozterki życiowe autora. Żeby nie dołować potencjalnych czytelników dodam jeszcze, że dyskusje bohaterów mają sporą nutkę inteligentnego humoru co rozwesela. Polecam jak najbardziej!

Tad Clements - Nauka kontra Religia

"Nauka kontra Religia" to książka naukowo-filozoficzna rozważająca nad kwestią światopoglądu religijnego i naukowego. Zadaniem autora było odpowiedzieć na pytanie czy obydwa światopoglądy mają równouprawnienie i czy mogą istnieć wspólnie ze sobą.

Za pomocą indukcji, empiryzmu, fenomenologii, logiki, racjonalizmu i innych zabiegów, Clements stara się przybliżyć problem postrzegania świata i człowieka z perspektywy dogmatycznej religii a racjonalnej nauki. W wyniki badań Biblii i innych "świętych ksiąg" autor doszedł do wniosku, że w zderzeniu z dowodami naukowymi obydwie metody dojścia do ustalenia poglądów wzajemnie się wykluczają. W wyniku tej konkluzji Clements stwierdza, że religia zakrzywia psychikę człowieka, zakłamuje rzeczywistość i jest zagrożeniem dla człowieka w walce z współczesnymi problemami. W ogromnie błędów, absurdów, nonsensów i nie do końca zgodnych interpretacji Biblii przez teologów, religia przegrywa z sceptycyzmem naukowym który w logiczny sposób stara się tłumaczyć fakty. Przykład: nie znając istoty elektryczności, ludzie modlili się aby piorun nie uderzył w człowieka. Dzięki nauce i wynalezieniu piorunochronu zaniechano tych modlitw. Ten prosty przykład uwidacznia istotę, dlaczego autor stara się wynieść naukę ponad wiarę.

Pomimo świadomości, że nauka nie rozumie jeszcze wszystkiego, książka "Nauka kontra Religia" w zupełności tłumaczy, dlaczego lepiej opłaca się patrzeć na świat z naukowego punktu widzenia. Nie ma co jednak łudzić się, że ktoś mocno religijny w zetknięciu z tą książką zmieni światopogląd. Pomimo opisanych przez Clementsa jawnych sprzeczności, absurdów i nonsensów religijnych wiemy jednak, że z irracjonalną wiarą trudno wygrać racjonalnym rozumem. Istota wiary polega chyba właśnie na tym, że wierzy się nawet nie chcąc zadawać sobie pytań o słuszność religii. Szkoda tylko że prowadzi to do tylu nieszczęść.

środa, 18 stycznia 2012

Wiliam Golding - Władca Much

 Wiliam Golding - "Władca Much"

"Władca Much" to powieść angielskiego pisarza Williama Goldinga (Nagroda Nobla 1983). Grupa chłopców, ewakuuje się samolotem przed bombą atomową. Z powodu awarii, trafiają jednak na bezludną wyspę. Dzieci w przedziela 6-12 lat, starają się zorganizować społeczeństwo na wzór dorosłych, których nie ma na wyspie. Początkowo liderem zostaje Ralph, dzięki znalezieniu wydającej donośny głos muszli i obietnicą uratowania chłopców przez ojca. W trosce o innych, przy pomocy mądrego przyjaciela Prosiaczka, stara się utrzymać dzieci w ryzach. Z czasem jednak, do głosu dochodzi Jack, pragnący zabaw i polowań na świnie.

Czytając powieść, odnosiłem cały czas wrażenie, że nie czytam historii dzieci a dorosłych. Właściwie dorośli nie ograniczeni moralnością i prawami zachowują się destrukcyjnie (co miała uwidocznić książka). W przypadku "Władcy Much", do czynienia mamy z dojściem do głosu instynktów u dzieci nie skrępowanych autorytetem dorosłych. Początkowa chęć uratowania się (instynktowna jak najbardziej), manifestowana jest przez Ralpha racjonalnością, prawem (każdy może wypowiadać się) i wspólną pracą (podtrzymywanie ognia, budowa szałasów, szukanie jedzenia). Następnie autor objawia nam instynkty w mroczniejszej osobie dyktatorskiego Jacka. Chłopiec ten, bardziej zainteresowany jest polowaniami na świnię, która zapełni jego brzuch soczystym mięsem, po którym będzie miał siły na zabawę. Reszta dzieci, znajdująca się na wyspie, wpatrzona to w Ralpha to w Jacka, zaczyna zachowywać się jak typowy proletariat społeczeństwa demokratycznego (Ralph został wybrany na przywódce głosami), który nie mając swego zdania, szuka najlepszego dla siebie przywództwa. Nieustanna chęć rozrywki, powoduje zaniechanie nakazów Ralpha u dzieci. W wyniku tego, dochodzi do rywalizacji pomiędzy Ralphem a Jackiem o wpływy i podział na dwa obozy. Efektem: jak tu u dzieci, wy-nieuświadomiona u nich jeszcze odpowiedzialność, doprowadza do katastrofy. Nietzscheańska koncepcja woli mocy, realizująca się w świadomości Jacka, nie toleruje łagodniejszej rozumnej formy myślenia Ralpha. Następstwem takiej sytuacji, podobnie jak w przypadku nazistowskich Niemiec (Hitler), tyranem staje się Jack. 

Zrozumienie tragizmu książki, nasuwa tutaj teorie Freuda: ego, id i superego. W terminie ego ujawnia się Ralph, a w id Jack. Brak na wyspie superego w postaci dorosłych, doprowadza do wojny między chłopcami. Gustave Le Bon (1841-1931), były lekarz wojskowy - opisuje w w swoim dziele "La Psychologie des Foules" prawa psychologiczne, zgodnie z którymi rozsądek indywidualny i zmysł krytycyzmu ginie w tłumie, a człowiek w takiej sytuacji staje się bezmyślną bestią. Doprowadza to do regresji hipnotycznej nawet u inteligentnych ludzi. Takie przenoszenie obłędu jak zarazki z umysłu na umysł spotykamy w "Władcy Much" w trakcie sceny tanecznego transu chłopców nad pieczoną świnią. W wyniki tej rytualnej psychozy, brutalnie zabity jest dobroduszny i altruistyczny, wzorowany na Chrystusie Simon - omyłkowo wzięty za "zwierza". Zwierz Goldinga odsłania nam występujący u społeczeństw lęk przed niezrozumiałym. Dzieci tym bardziej narażone są na demony, gdyż ich umysł nie ma empirycznych poglądów na rzeczywistość. Takim demonem w powieści, stał się latający katapultowany martwy lotnik emocjonalnie wzięty za potwora. Dziecięce fantazje są ostrzejsze niż logika, czego ofiarą stał się inteligenty chłopiec Prosiaczek, zabity przez bezwzględnego Rogera, który w wieku dorosłym, bez indoktrynacji, stałby się pewnie morderczym socjopatą.

"Władca Much" to powieść moralizatorska. Ukazująca w dzieciach odbicie nas samych - dorosłych. Tytuł książki, będący świńską głową nabitą na kij ku ofierze zwierza, symbolizuje historię ludzkości. Antropologowie, badający żyjące dziś ludy pierwotne, ostałe w różnych miejscach na ziemi, dają nam przykłady niezwykle krwawych i barbarzyńskich kultów. Plemienne barwienie twarzy, pieśni na polowaniach i tańce podczas uczty z świni za przewodnictwem wodza Jacka, doprowadziły to zniszczenia Ralfa z jego cywilizowaną i racjonalną próbą przetrwania. Chłopców, którzy skrupulatnie dążyli do samounicestwienia (podpalenie wyspy), uratował Deus ex machina, w postaci oficera marynarki. Morałem płynącym z książki jest to, aby ludzkość nie dziczała a cywilizowała się. Tworzyła społeczeństwa oparte na sprawiedliwych zasadach. Swoją drogą, czyż te dzieci nie znalazły się na tej wyspie przez niszczącą bombę atomową zbudowaną przez dorosłych?

poniedziałek, 14 listopada 2011

Ostatnie Zadanie

Otworzył oczy. Zbudził go natężający się ruch trasy, znajdującej się tuż pod jego oknem. Niebo ciemno-niebieskie - świt. Odkrył pierzynę i uderzyło go zimno. Nie wstał w nocy aby napalić w piecu. Kładąc nogę na podłodze, kopnął w pustą puszkę po piwie. Chwiejnym krokiem podszedł do stołu, na którym to obrusie była jeszcze rozlana kilkudniowa kawa. Załączył radio nastawione na falę z muzyką klasyczną, która go uspokajała. Radio grało "Adagio for Strings" Samuela Barbera. Pierwszy raz usłyszał ten utwór w filmie "Pluton". Autora odkrył kilka lat potem, jak to często w życiu bywa - przypadkiem. Rozejrzał się po pokoju. Panował w nim istny nieład. Porozrzucane ciuchy i pootwierane szafy. Leżące w każdym kącie dokumenty, książki i zeszyty. Otworzył drzwi i wszedł do kuchni gdzie było jeszcze gorzej. Na środku stała miska z wczorajszą brudną wodą obok której leżało mydło i ręcznik. Na stole suchy chleb i masę okruszków oraz niedojedzony smalec. Pod piecem kupa węgla, a w zlewie niemyte od dawna naczynia. Znalazł szklankę z wczorajszą kawą i wstawił czajnik elektryczny aby zrobić dolewajkę. W wiszącej na drzwiach wyjściowych kurtce odszukał lufkę, Podszedł do popielniczki i wygrzebał niedopalonego papierosa. Oderwał resztę tytoniu od filtra i nabił do lufki. Zalał gorącą wodę do szklanki z fusami. Odczekal trochę aż ostygnie, upił kilka łyków i odpalił peta z lufki. Wziął dwa głębokie zaciągnięcia anielskim dymem tytoniowym. Wypuścił powietrze i jego mózg zaczął powoli jaśnieć. W piecu nie opłacało się palić, gdyż zaraz miał zamiar wyjść z domu na nieokreśloną liczbę godzin. Znów nalał wodę do czajnika, tym razem do pełna i załączył go. Wodę z miski wylał do wiadra. Otworzył drzwi, zabrał wiadro i zeszedł schodami na dół ku wyjściu z domu. Nie miał odpływu, więc wodę wylewał do wychodka znajdującego się na podwórzu. Gdy wyszedł na zewnątrz uderzył go chłód. Wlał wodę do dziury sracza z tamtej epoki i uderzył go smród kału i moczu. Wychodząc z wychodka zwymiotował. Gdy wrócił do siebie, zagotowaną wodę wlał do miski. Potem powtórzył czynność z gotowaniem wody a za trzecim razem wlał już zimną wodę do miski aby nie parzyła. Rozebrał się do naga i usiadł na krześle przed miską. Obmył się od góry w dół. Użył dezodorantu i założył ostatnią czystą bieliznę oraz ubrania. Na zakończenie prac higienicznych umył zęby. Nie chciało mu się golić. - Kurwa - powiedział na głos. Od jakiegoś czasu słowo te jako pierwsze padało z jego ust każdego dnia. Nigdy nie zastanawiał się kiedy to się zaczęło. Jak dużo innych spraw miał to w dupie. Z haczyka drzwi wyjściowych zdjął kurtkę i nałożył na siebie. Z kieszeni wyciągnął czapkę i założył na głowę. Zabrał portfel i wyszedł z domu na przystanek. Wsiadł do pierwszego autobusu jadącego na centrum i nie kupując biletu usiadł na pierwszym wolnym miejscu. Przednim siedziała blondynka z długimi włosami. Nie widział jej twarzy. Delikatnie aby nie poczuła, zaczął owijać wokół swojego palca końcówki kilku jej włosów. Spojrzał w bok i ujrzał panoramę jednego z pokurwionych śląskich miast gdzie mieszkał. Zawsze marzył o morzu. Dom blisko plaży. Głęboki morski, czysty, przyjemny tlen i szum fal. "Może kiedyś" - pomyślał. Wyszedł z autobusu. Przeszedł 50 metrów i wszedł do budynku gdzie pracował. Udał się do gabinetu szefowej.
- Dzień dobry - odezwał się spokojnie. - Proszę o certyfikat.
- Po co panu? - zapytała szefowa.
- Chcę szukać lepszej pracy - odpowiedział.
- Znowu? - zapytała szefowa zmieniając wyraz twarzy z neutralnego na wredny.
- Tłumaczyłem już to pani - spokojnie odpowiedział.
Szefowa lekko zmieniła pozycję na fotelu i powiedziała: - Dam panu kopię i chcę aby od jutra zaczął pan normalnie pracować.
Głębiej spojrzał jej w oczu i znów spokojnie rzekł: - Proszę o oryginał, a pracę mam prawo szukać aż do skutku. Dobrze o tym pani wie.
- Nie ma mowy - stanowczo stwierdziła szefowa.
- Zna pani moją sytuację. Nie chce znowu tego tłumaczyć. Bardzo proszę o oryginał - poprosił spokojnie.
- Nie ma mowy - kategorycznie odmówiła szefowa.
Chwycił klawiaturę komputera. Wyrwał kabel z jednostki i z całej siły uderzył nią szefową w twarz. Okulary z jej twarzy poleciały wraz z przyciskami w kierunku ściany. Ciało osunęło się na ziemię.
- Ej, ty - poczuł dłoń na ramieniu. - Centrum, mam przerwę. Wychodzisz?
Wyszedł z autobusu. "Znowu szary, dupiaty dzień" - pomyślał. Spojrzał w kierunku budynku swojej pracy. "Dupie to" - stwierdził i poszedł w drugą stronę. Idąc zajrzał do portfela. Miał dwie dwójki i jedną piątkę. Był ranek, więc mało co było otwarte. Zaburczało mu w brzuchu. Kto wie kiedy ostatnio jadł. Dwa kilometry dalej, jest stacja paliw gdzie można zjeść bułkę z parówką i wypić małą kawę za tyle ile właśnie ma. Udał się w kierunku stacji. Na miejscu jakiś frajer tankował swoje Seicento. Wszedł do środka i poczuł dmuchnięcie ciepła. Usiadł przy jednym z dwóch pojedynczych stolików i zamówił co zaplanował. W odbiorniku TV mówiono o mającym się dziś odbyć, pierwszym po wyborach posiedzeniu parlamentu. "Chuj tym bałwanom w dupę" - pomyślał. Nienawidził tej hołoty tytułującej się "głosem ludu". Ciężko żyło mu się z świadomością, że społeczeństwo to toleruje. Wiedział lecz jednak, że jest ono głupie i daje wiecznie sobie wciskać kit. Pogodził się jednak z myślą że na przebudzenie ludu się nie zanosi. Ta polityczna mafia manipuluje i okrada tych biednych ludzi pod szyldem reform, kryzysu czy polityki oszczędzania. A bogatsi są coraz bogatsi itd... A wystarczyło by przeczytać dwie najsłynniejsze antyutopie albo coś z Chomsky`ego. Przesiedział na stacji do dziewiątej. Wyszedł i szedł miastem bez celu, myśląc o tym jakie to wszystko pokurwione. W pewnej chwili przez okno jednego z barów, ujrzał w środku popijającego piwo, pewnego długowłosego brudasa, który wisi mu pieniądze. Wszedł do środka.
- Kasa - zwrócił się spokojnie do brudasa.
- Nie mam - ten rzucił przed siebie.
- A na piwo masz? - zapytał i nie czekając na odpowiedź, chwycił za jego tłuste włosy. Pociągnął je odchylając jego głowę na pewną odległość, a potem szybkim ruchem uderzył jego twarzą o stół. Brudas zdążył jeszcze chwycić jego rękę, lecz po drugim uderzeniu mordą o stół został na stole bezwładnie. Poszperał w kieszeni delikwenta i z kilku banknotów odłożył swoje pięćdziesiąt złotych i wyszedł z baru. "Pojeb" - pomyślał. Szedł ulicą i zastanawiał się nad swoją sytuacją. Od jakiegoś czasu stara sobie ułożyć w miarę normalne życie - chciał zerwać z przeszłością. Nie wychodzi mu to. Ciężko sypia i pije. Nie tak to sobie wyobrażał. Do szaleństwa doprowadzała go ta gówniana robota za grosze, którą teraz legalnie próbował zarabiać na życie. Kupił w kiosku paczkę papierosów. Zapalił jednego. To co wydawało mu się kiedyś oazą spokoju w rzeczywistości było utrapieniem. Ale tak to chyba już jest, że zwykły zjadacz chleba pragnie być kimś szczególnym, a ten szczególny chce być zwykłym zjadaczem chleba. Lecz czy można stać się jednym mając sumienie tego drugiego? A może powinien wrócić do niej? Nie zawsze, lecz często czuł się przy niej dobrze. Palił w łóżku papierosa a ona z głową na jego klatce, rysowała jakieś wzory palcem po jego brzuchu. Opowiadała jakieś głupiutkie historyjki jej koleżanek. Ta prostacka mowa uspokajała jego burzliwy umysł tak samo, jak zapach jej brązowych kręconych włosów działał na zmysł jego węchu. Opuścił ją dla jej bezpieczeństwa. "Ciekawe co teraz robi?" - pomyślał.
- Poczęstujesz papierosem kolego? - spytał dziadek.
Wyciągnął paczkę fajek i poczęstował starego. Widywał go wiele razy. Włóczył się po mieście w obdartym płaszczu nocując gdzie popadnie. Ktoś kiedyś w jakimś barze opowiadał, że stary jest cholernie uzdolniony muzycznie. Za komuny miał grywać to tu, to tam zadziwiając wirtuozerią gry na wielu instrumentach. Potem jednak coś zaczęło pieprzyć mu się z głową, jak to często u zdolnych ludzi bywa. I dziś tak o to włóczy się po mieście.
Zauważył nagle, że znalazł się przed wejściem do miejsca gdzie kiedyś kreował swój los. A więc podświadomie coś przygnało go z powrotem tutaj. "Ostatni raz i wyjadę nad morzę" - pomyślał. Wszedł do środka. Podszedł do lady i usiadł na krześle. Barman tyłem do niego układał umyte kieliszki. Gdy skończył, odwrócił się i go spostrzegł.
- Witaj! Tyle czasu chłopie. Co porabiasz? - uradowany spytał barman.
- Nic specjalnego. Wegetuje - spokojnie odpowiedział.
- Szef powinien się niebawem zjawić. To dla ciebie - i płożył barman przed nim szklankę wódki. - Mówią że z miasta nie wyjechałeś, ale nie ma Cię tam gdzie być powinieneś. Ktoś coś mówił że masz jakieś załamanie, ale tacy są ludzie. Sam wiesz.
- Pieprzyć ludzi - odpowiedział.
Wtedy do środka wszedł ON - człowiek dla którego kiedyś pracował. Szef szefów. Gdy spostrzegł że jego niezawodny niegdyś pracownik siedzi w środku, uśmiechnął się i skinął głową. Widząc kiwnięcie odszedł od lady i ruszył za nim do pokoju. Szef kazał czekać swojej ochronie na zewnątrz i nie przeszkadzać.
- Co pijesz? - zapytał szef.
- Czysta z sokiem cytronowym - odparł.
- Dalej marnujesz się w tej pseudo robocie. Wziąłeś wolne?
- Tak jakby.
- Chodzisz do tej terapeutki co Ci poleciłem? - spytał szef siadając na przeciw kładąc trunek na stole.
Utkwił wzrok na szklance i przypomniał sobie ostatnią wizytę. Przyszedł z książką którą dała mu terapeutka odnośnie choroby którą "wydaje" się jej że on ją ma. Delikatnie próbował dać jej do zrozumienia, że prócz tego że o tym co mu dolega nie dowiedział się niczego nowego, to do tego czuł się rozczarowany tym, iż w książce tej wyczytał jak działa umysł terapeutki. Oczywiście tego nie zrozumiała, bo zaczęła mu zadawać takie same pytania i mówić rzeczy które wyczytał w książce. Gdyby zrozumiała, wiedziałaby że w trakcie czytania odpowiedział sobie na te pytania sam. W tym momencie, terapia straciła na wartości treści. Została tylko relacja werbalna na tle terapeuta-pacjent. To tak jak iść z kimś do kina na film, który to ta osoba widziała i w trakcie drogi całego by opowiedziała. Oczywiście starał się ratować sytuację, ale nic z tego nie wyszło.
- Wiesz że nie przyszedłem tutaj mówić o moim stanie psychicznym - odpowiedział.
- Wiem
- Podaj cel. Najwartościowszy. Wykonam je i wyjadę. Muszę odpocząć od tego miasta.
Szef przyglądał się mu chwilę. Potem wyciągnął kopertę i rzucił ją na stół.
Nazajutrz stał już przed domem człowieka którego miał zabić. Z koperty wyczytał że facet jest mężem kochanki szefa. Gdy się o tym dowiedział, nie dopuszcza żony do córki grożąc że ją zabije. Przed domem kręciło się dwóch facetów. "Będę musiał zabić trzech w cenie jednego" - pomyślał. Obserwował zachowanie tych dwóch od jakiegoś czasu i stwierdził że raczej prócz muskulatury i broni za pazuchą nie wyglądają na bystrych. Zabrał pizze i ruszył w ich kierunku.
- Cześć. Szef kazał przywieść pizze dla was i dla małej - powiedział.
Faceci wzięli do rąk po swojej pizze. O to chodziło. Trzecią pizze opuścił na ziemię i w jego ręce ukazała się broń z tłumikiem. Za nim dwójka pechowców pozbyła się swoich pizz i chwyciła swoją broń leżeli już martwi. Wszedł do środka. Cel siedział na fotelu i oglądał TV.
- Czego chcesz? - zapytał spostrzegając go.
Strzelił mu prosto między oczy. Nagle jednakowo poczuł ogromny ból w brzuchu i usłyszał huk wystrzału. Padł na ziemię. Gdy zdołał lekko podnieść głowie, w wejściu do drugiego pomieszczenia stała dziewczynka z bronią w dłoniach.
- Mama powiedziała, że mam strzelić do osoby która wejdzie do domu z pistoletem - powiedziała łamiącym głosem z łzami w oczach.
- W porządku. Dobrze Ci powiedziała. Tylko że ja jestem po twojej stronie. Nic Ci nie zrobię. Zadzwoń po mamę żeby po Ciebie przyjechała - odparł starając się nie mdleć z bólu.
Kilka minut próbował wstać. Gdy mu się to udało do domu wbiegła młoda kobieta. Podbiegła do córki i zabrała jej broń natychmiast w niego wymierzając.
- Kim jesteś? - zapytała
- Miałem unieszkodliwić twojego męża abyś zabrała córkę - odpowiedział próbując ręką przyciskać ranę.
- Nie kłamiesz? - zapytała już spokojniejsza
- Nie. Gdybym miał coś wam zrobić już dawno bym to zrobił - odpowiedział
- Zawieść Cię do szpitala? - zapytała pomagając mu iść w kierunku jej auta.
- Mała dobrze trafiła. Nie mam dużo czasu - odparł
- To gdzie Cię zawieść? - zapytała odpalając silnik.
- Chciałem jechać odpocząć nad morzem. Ale teraz to już bez znaczenia.
Kobieta jechała przed siebie. Patrzył przez okno samochodu na pejzaż tego pokurwionego miasta. Był senny. Powoli zamykał oczy - umierał.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Ryszard Kapuściński - "Imperium"

"Imperium" to podróż Ryszarda Kapuścińskiego (najczęściej po Lemie tłumaczony polski pisarz) po wielkim obszarze ZSRR. Jest opis, relacja, historia tego wielkiego państwa. Autor rozpoczyna swoją książkę od swojego pierwszego zetknięcia się z imperium podczas okupacji jego rodzinnej miejscowości podczas drugiej wojny światowej. Pół wieku później rozpoczyna wędrówkę po ZSRR. Jego pierwszym celem jest Kaukaz i republiki środkowej Azji. Poznamy historię Armenii, Azerbejdżanu, Turkmenii czy Kirgizji. Dzieje tych wielowiekowych kultur poznamy na tle kolonializmu Moskwy i ciągłych napięć. Autor odwiedzi co oczywiste Moskwę i Petersburg. Zwiedzi kreml i użyczy nas świetnymi informacjami z historii tych wielkich miast od panowania caratu przez bolszewizm, stalinizm i komunizm. Dowiemy się o ciemnej stronie imperium w postaci historii o łagrach, opowiedzianych przez zesłanych. Nie minie nas też sprawa zbrodni Stalina jak wielki głód na Ukrainie, przesiedlenia czy czystki etniczne. Kapuściński przemierzy dziesiątki tysięcy kilometrów, oprowadzając nas od bezludnej Syberii do wielkich zachodnich metropolii. Od miejscowości górniczych mieszczących się nad kołem polarnym do pustynnych terenów Azji na południu.

"Imperium" to historia potęgi, która w trakcie jej pisania się rozpadła. Bardziej jednak to historia zwykłych ludzi żyjących w tym wielkim państwie często w ubóstwie, przeraźliwym mrozie czy upale i w błocie. To wędrówka do świata tak skomplikowana jak jego wielkość i zróżnicowanie. Kapuściński potrafił odnaleźć jednak styl i formę dzięki której można przybliżyć sobie historię ZSRR.

środa, 8 czerwca 2011

Jak kończyli wielcy Grecji

Sokrates - zmuszony do samobójstwa
Pitagoras - zginął w czasie rozruchów wszczętych przez zwykłych zjadaczy chleba
Sofokles - uznany za szaleńca
Platon - z odrazą wycofał się z polityki
Arystoteles - zmarł na wygnaniu znalazłszy wcześniej azyl w jaskini
Diogenes - schował się w beczce
Archimedes - zabity przez legionistę rzymskiego

Epidemia

Epidemia to może za mocne słowo, ale chce coś powiedzieć tylko tym, którzy uważają że problem jest jak w przypadku ptasiej czy świńskiej grypy. Chodzi o kupno nowych szczepionek. Dużo moich znajomych twierdzi że znowu wciska się kit aby kupić szczepionki. Może to i prawda ale na razie takowej nie ma. Jest za to bakteria która się zmutowała a zdolność ewolucji mikroorganizmu i adaptacji wyściga nasze laboratoria. Biologiczni mordercy byli (cholera, dżuma) i są (AIDS). 100 lat temu pandemia grypy zabiła więcej ludzi niż zginęło podczas I wojny światowej. Wmawia się nam że mamy na tyle dobrą medycynę aby nas chronić przed chorobami. Prawda jest taka że przez ostatnie dziesięciolecia ewolucja chorób tylko zwolniła co nie neguje jej rozkwitu teraz bądź w przyszłości.

poniedziałek, 2 maja 2011

Śmierć bin Ladena


Budzę się dziś rano i słyszę o śmierci bin Ladena. W wiadomościach ukazuje się nasz prezydent Bronek i mówi: "Sprawiedliwość dopadnie każdego kto wystąpi przeciw porządkowi światowego ładu". Światowy ład?! Niech Bronek powie najpierw obywatelom że światowy ład to narzucony nam kapitalistyczny totalitaryzm pod rządami Unii Europejskiej i USA.
Wracając do śmierci bin Ladena, który jest twarzą opozycji przeciw temu "ładowi". Oto co wydarzyło się w ciągu 12 godzin  kiedy spałem:
a) Zabito bin Ladena w Abbottabad.
b) Potwierdzenie DNA i pokazanie rzekomej martwej twarzy bin Ladena przez CNN i telewizje Pakistańską.
c) Pochowanie ciała bin Ladena w morzu.
Więc ja pytam:
a) Jak to się stało, że Osama bin Laden, kiedy to od lat 90 (po zamachach na ambasady USA w Afryce) ponoć ukrywał się gdzieś w górskich jaskiniach, nagle znalazł się w swojej rezydencji 55 km na północ od Islamabadu? Otoczona drutem kolczastym rezydencja, to chyba ostatnie miejsce gdzie mógłby schować się bin Laden, gdyż rezydencja ta, na pewno obserwowana była przez wywiad USA, jak każda rezydencja domniemanego terrorysty.
b) Jakim cudem potwierdzono w kilka godzin DNA bin Ladena skoro najbliższe laboratorium od jego zabójstwa znajduje się pewnie w Islamabadzie. Z tego co wiem na wyniki badań i ekspertyzy trochę się czeka.
Następnie zdjęcie rzekomo martwego bin Ladena;
Agencja Francuska AFP podała że zdjęcie rzekomo martwego bin Ladena pokazane w CNN i telewizji Pakistańskiej jest sfabrykowane. AFP sprawdziła autentyczność zdjęcia za pomocą specjalistycznego oprogramowania, które dowiodło, że zdjęcie sfabrykowano, dodając brodę i dolną część twarzy, pochodzące z starej fotografii bin Ladena. "Wyraźnie widać że to montaż" - oświadczył szef działu foto francuskiej agencji.

c) Jakoś szybko pozbyto się właściwie jedynego dowodu, to znaczy ciała bin Ladena, rzucając je do morza. Czy to logiczne? USA tłumaczy to że ruch ten wykonało w obawie przed ewentualnymi pielgrzymkami do grobu męczennika. W taki o to sposób USA łamie prawa religijne Islamu, które nakazuje zakopać ciało w ziemi.

Sprawa śmierdzi, lecz śmierdzi mi znanym zapachem marki Zachodnia Propaganda a co za tym idzie:
1. Obama nabił punktów przed wyborami jak Bush z akcją schwytania Husajna.
2. Giełda w NYC skoczy do góry.
3. Będzie można skupić na innych wojnach jak np.: w Libii

Za G.W. Busha bin Laden żyć musiał, aby jakoś tłumaczyć obecność wojsk koalicji w Afganistanie i Iraku. Za Obamy stał się propagandą. Cała ta bajka o bin Ladenie z którym cyrk był już wcześniej odnośnie jego autentyczności od początku była źle napisana, ale to temat na książkę...